Poradnik Przetrwania w Wyborze Coacha/Trenera 2:
Oferty Reklamowe

 

Artykuł ten jest kontynuacją tekstu Poradnik Przetrwania w Wyborze Coacha/Trenera. Został zainspirowany rozmową ze znajomym trenerem, który zwrócił mi uwagę na niektóre sformułowania używane w reklamach szkoleń i coachingów i na niemożliwe do zrealizowania obietnice oraz bezpodstawne stwierdzenia. Dlatego postanowiłem przejrzeć nieco ofert szkoleń i zobaczyć co oferują, a co faktycznie mogą dostać klienci korzystający z takiej oferty.

1. „Po naszym szkoleniu, sprzedasz każdemu wszystko!” – hasło, na które powołał się wspomniany trener, który ilekroć napotkał takie sformułowanie, wysyłał do firmy szkoleniowej zapytanie, czy sprzedadzą mu ideę zjedzenia własnych odchodów. Z jakiegoś dziwnego powodu, żadna firma nie odpowiedziała.

Nie ma sprzedawcy, który sprzedałby każdemu wszystko – choćby dlatego, że nie ma klienta, który kupiłby wszystko, ani nawet zbyt wielu klientów, których byłoby STAĆ na wszystko. Są świetni sprzedawcy, którzy są w stanie sprzedać towar zdecydowanej większości swoich klientów. Jednak nawet wtedy ich klienci zwykle przechodzą jakąś wstępną selekcje, czy to przez to, że sami zgłaszają się do tych sprzedawców (a więc są wstępnie zainteresowani towarem), albo dlatego, że sprzedawca sam wybiera do kogo się zgłosić i wybiera osoby, którym ma największą szanse sprzedać.

A jednocześnie ogromna ilość reklam mówi o „sprzedaży każdemu wszystkiego”, „nawiązaniu kontaktu z każdą osobą”, „poderwaniu każdej kobiety” i innych niemożliwych do zrealizowania obietnicach. W końcu zaspakaja to nadzieje klientów – a że firma nie będzie w stanie wywiązać się z takich obietnic, to w końcu szczegół.

Dlatego ilekroć trafisz na takie sformułowanie w reklamie szkolenia, proponuję Ci mały eksperyment – wymyśl jakiś ekstremalny przykład i spytaj prowadzących o to, czy ich „wszechmocne” metody pomogą i w takiej sytuacji. A jeśli zdecydujesz się skorzystać ze szkolenia, po czym okaże się, że nie dostajesz tego, co zapowiadały reklamy (a jak wspomnieliśmy wyżej, często nie ma możliwości, żebyś coś takiego dostał) – zawsze zostaje to piękne sformułowanie p.t. „Zwrot pieniędzy w związku z niewywiązaniem się z umowy.” Nie tylko będzie to korzystne dla Ciebie, ale też powinno szybko oduczyć daną firmę nadużywania takich sformułowań.

2. „Poznasz najnowsze technologie”, „uczymy nowinek ze świata” – spotykałem się z takimi reklamami nawet wtedy, gdy materiał szkolenia obejmował wiedzę sprzed 10-20 lat. Dodatkowo, w polu rozwoju osobistego szalenie trudno zdefiniować co jest nowe, a co jedynie odgrzewanymi ideami sprzed 5, 15 czy nawet 150 lat. Sam miałbym kłopoty ze wskazaniem na faktycznie świeże metody, które obecnie się rozwijają, być może Integral Eye-Movement Therapy, Spiral Dynamics czy Clean Language – ale nawet on nawiązuje do pracy z metaforami, która była już bardzo dobrze przerabiana przez wiele lat.

Tak więc ilekroć trafisz na stwierdzenie o najnowszych technologiach, nowinkach, itp. dobrym pomysłem może być zapytanie o konkrety. I to nie o konkrety o tym, ile i gdzie trener się szkoli, ale o konkretne metody i technologie oraz o ich pochodzenie. Później warto sprawdzić w sieci czy faktycznie są takie nowe i przełomowe jak twierdzi trener.

3. 10x tyle w ofercie ile będzie na szkoleniu – spotkałem już tak dużo ofert reklamowych tego typu, że sam zastanawiam się, czy nie zacząć ich pisać w ten sposób, tylko po to, żeby nie zostać w tyle za konkurencją. Ta metoda polega na tym, że firma szkoleniowa oferuje Ci złote góry, najlepiej w czasie trzydniowego szkolenia. Po trzech dniach staniesz się ekspertem w związkach, biznesie, będziesz mieć lepsze zdrowie, zrzucisz wagę, zaczniesz się błyskawicznie uczyć, grać na instrumencie jak Mozart i w ogóle staniesz się półbogiem (stanie się bogiem jest zarezerwowane dla uczestników szkolenia zaawansowanego).

Jeśli trafisz na tego typu ofertę, możesz poprosić o konkretny szczegółowy program i to, jak odnosi się on do powyższej oferty. Jeśli szkolenie nie zrealizuje tego, co oferuje program – masz podstawy do zadbania o zwrot pieniędzy. Wbrew temu,w co wydają się wierzyć niektórzy trenerzy: jeśli program mówi „nauczysz się zarządzać swoim biznesem” to 10 min. pogawędki n.t. biznesu nie spełnia tego wymogu. No, chyba, że mówcą jest np. Donald Trump.

4. Presja czasowa – stara i sprawdzona metoda wpływu, która często pojawia się też w szkoleniach z rozwoju osobistego. Dość łatwo jest stworzyć wrażenie, że określony towar jest rzadki i eksluzywny i że niedługo go zabraknie – np. że wkrótce zabraknie miejsc na szkoleniu. Dlatego jeśli trafisz na jakiekolwiek informacje w stylu „zostało jeszcze tylko kilka miejsc”, „miejsca niedługo się zapełnią”, warto napisać do organizatora i zapytać ile jest miejsc w ogóle, a ile w tym momencie jest zajętych. Tak, żeby mieć podstawy do renegocjacji warunków udziału, gdyby z zapowiadanych 30 osób na szkoleniu było tylko 10.

Oczywiście, niekiedy faktycznie będzie jeszcze tylko kilka dostępnych miejsc. A niekiedy dostępnych będzie ¾ miejsc na sali, ale reklama wciąż będzie mówiła o „kilku ostatnich miejscach”.

5. „Czynnik WOW!” – czyli reklama obiecuje, że uzyskasz na szkoleniu niezwykłą umiejętność. Będziesz przyklejał sobie łyżeczki do czoła, albo będziesz w stanie wprowadzić znajomego w most kataleptyczny na imprezie, albo będziesz chodził po rozżarzonych węglach.

Sam w sobie „czynnik WOW!” nie jest niczym złym, a umiejętności, które nabędziesz i to czego doświadczysz mogą być bardzo fajną rzeczą. Jednocześnie warto zadać sobie pytanie o to, czy idziesz na szkolenie dla przeżycia albo dla nauczenia się popisowego triku, czy też dla opanowania konkretnych umiejętności, przydatnych na co dzień w życiu. Jeśli chodzi o te pierwsze dwie możliwości, pójście na szkolenie ze względu na „czynnik WOW!” powinno być dobrym wyborem. Natomiast jeśli zależy Ci na praktycznych umiejętnościach, to warto na chwilę spojrzeć na sprawę z dystansu i ocenić co konkretnie może Ci dać dane szkolenie.

6. Czas szkolenia potrafi być niezwykle płynnym tematem. Dobrze jest zawczasu wybadać ile godzin ma trwać szkolenie (i upewnić się, czy chodzi o godziny zegarowe, czy lekcyjne), ile z tego mają zajmować przerwy obiadowe i kawowe. Byłem na szkoleniach, które formalnie trwały od 10 do 18, ale w praktyce zajmowały może z 4 godziny zegarowe – prowadzący lubili przedłużać przerwy, robili dodatkowe, itp. Z drugiej strony, byłem też na szkoleniach, które oficjalnie trwały od 10 do 18, a nieoficjalnie nawet od 8 do 21. Dlatego warto sprawdzić tą kwestię zawczasu, idealnie wypytując kogoś, kto uczestniczył w takim szkoleniu i może o tym opowiedzieć z doświadczenia.

7. Szkolenie poprowadzi słynny trener Zegrzysław Miliarderski – celem takiej reklamy jest oczywiście przyciągnięcie uczestników dzięki renomie Zegrzysława.  Gdy trafisz na takie ogłoszenie, warto sprawdzić, jak długo Zegrzysław będzie faktycznie prowadził szkolenie. Bywa bowiem tak, że z 8-godzinnego szkolenia  będzie on mówił przez godzinę- dwie, a przez pozostały czas będą prowadzili asystenci.

A kiedy już wybierzesz szkolenie czy coaching, warto pamiętać jeszcze o jednym detalu:  na sali szkoleniowej rzeczy są dużo łatwiejsze niż w realnym świecie. Kiedy wykonujesz ćwiczenia, zadaniem drugiej osoby jest Ci pomagać – więc wszystko idzie łatwiej i gładziej. Dodatkowo, ćwiczenia są zwykle oderwane od rzeczywistości, a przez to wiążą się z nimi dużo mniejsze emocje. Jedną rzeczą jest przekonać kogoś do przepłacenia 1000 zł w grze negocjacyjnej, gdzie nie będzie to kosztowało nic, albo w ostateczności dwa cukierki z „puli nagród”. Zupełnie inną rzeczą jest przekonanie do przepłacenia 1000 złotych prawdziwego klienta, który w tym momencie musi faktycznie sięgnąć po własny portfel. Dlatego gdy już zakończysz szkolenie, zacznie się prawdziwy trening – w życiu.