Paradoksy Rozwoju „Ja już nie muszę niczego nikomu udowadniać”

 

Ja nie muszę niczego nikomu nic udowadniać! Słyszysz mnie? Nawet Tobie nie muszę nic udowadniać! Rozumiesz? Udowodniłem Ci już, że nic nie muszę nikomu udowadniać?! Czy jeszcze trochę muszę Ci poudowadniać, że nie muszę Ci niczego udowadnia…

Ups!

No właśnie. Stwierdzenie „Ja już nie muszę niczego nikomu udowadniać.” stanowi jeden z klasycznych paradoksów rozwoju. Paradoksy te powstają zwykle wtedy, gdy dane przekonanie czy podejście zostało przyjęte intelektualnie, ale nie jako sposób funkcjonowania i myślenia. Mówiąc slangiem psychologicznym – nie zostało zinternalizowane.

Przekonań takich jest sporo i często prowadzą do sporego zamieszania w głowach osób zajmujących się rozwojem, dlatego możesz, drogi czytelniku, liczyć w najbliższym na kolejne artykuły z tej tematyki, dotyczące takich perełek jak „Relacja ze mną musi być bezwarunkowa.” Teraz jednak przyjrzyjmy się konkretnie przekonaniu „Ja nie muszę niczego udowadniać.”

Nie twierdzę tutaj, że taka postawa nie jest możliwa. Choć samemu, jestem świadomy, wciąż mi do niej daleko, miałem w życiu niewątpliwą przyjemność poznać kilka osób które, moim zdaniem, faktycznie nie musiały niczego nikomu udowadniać – człowiekiem takim jest dla mnie np. jeden z najbogatszych Polaków w USA, Tad Witkowicz. Cały urok polegał tutaj jednak na tym, że oni raczej nie byli świadomi tego, że już nie muszą niczego udowadniać i wątpię, czy gdyby ich o to zapytać, zgodziliby się z taką sugestią. Ten brak potrzeby udowadniania pojawiał się w ich codziennym zachowaniu i podejściu do ludzi, a nie w publicznych deklaracjach.

W praktyce bowiem, jeśli musisz publicznie deklarować, że niczego nie musisz udowadniać… To masz potrzebę udowodnienia, że niczego nie musisz udowadniać (a więc jesteś np. niezależny, rozwinięty, dojrzały, oświecony, fioletowy w różowe kropki, itp. ). Twierdzenie tego rodzaju samo w sobie jest paradoksalne i wskazuje na brak faktycznej internalizacji przekonania – z tego praktycznego powodu, że gdybyś faktycznie nie musiał niczego udowadniać, to nie przyszłoby Ci do głowy o tym mówić. Ot, po prostu – nie muszę nikomu udowadniać, że oddycham, albo że umiem zawiązać buty. To, że to potrafię jest dla mnie tak oczywiste, że naprawdę nie ma tu o czym mówić.

Dojdź do takiej postawy – wtedy faktycznie, a nie tylko w deklaracjach, nie będziesz musiał nic nikomu udowadniać.