Nauka o Rozwoju: Uczenie się

 

Jest wiele mitów o uczeniu się. Większość z nich wywodzi się z marketingu – preparaty i metody na lepszą pamięć, skuteczniejsze myślenie, itp. sprzedawane były od wielu lat i trzeba było jakoś uzasadniać ich rzekome efekty przed potencjalnymi klientami. Problem w tym, że przykłady takich nieodpowiedzialnych haseł reklamowych do dzisiaj pozostają w powszechnej świadomości i są powtarzane w ramach pop-psychologicznych publikacji.
Jednym z podstawowych nieporozumień jest argument, który często pojawia się w szkoleniach obiecujących błyskawiczną naukę języka. „Małe dzieci potrafią się nauczyć kilku języków na raz przez samo obcowanie, podczas gdy szkolna nauka nie potrafi nauczyć ludzi języka nawet po 12 latach”. Edukacja szkolna ma niewątpliwie swoje wady i faktycznie zdarzają się sytuacje, w których uczniowie po 12 latach nauki nie potrafią się posługiwać danym językiem, choć nie jest to tak powszechne zjawisko, jak sugerują takie porównania. Przede wszystkim jednak hasło to wprowadza w ogromny błąd. Małe dzieci nie uczą się języków.One się ich oduczają.

Dziecko, które przychodzi na świat ma w głowie przede wszystkim jedno – potencjał adaptacyjny. Mózg noworodka jest niesamowicie elastyczny i przygotowany do przystosowania się do wszystkich możliwych opcji. Musi tak być, żeby z tego samego materiału bazowego wyrastali dorośli świetnie przystosowani do lodowych pustkowi Arktyki i do parnych dżungli Ameryki Południowej. Jednocześnie taka ilość możliwości byłaby dla dorosłego po prostu nieprzystosowawcza. Reakcja zajmowałyby dłużej i choć to dłużej liczone byłoby w mikrosekundach, te mikrosekundy decydowałyby o życiu lub śmierci danej osoby.

Więc pierwszą rzeczą, którą robi nasz mózg jest selekcja. Przez pierwsze lata życia systematycznie oduczamy się, redukując ilość dostępnych nam opcji.

Widzę już krzywiących się NLPowców. A co z prawem niezbędnego zróżnicowania, mówiącym, że „W równorzędnej rywalizacji dwóch systemów, najbardziej elastyczny system wygra?” No cóż, okazuje się, że to prawo jest błędne, a przynajmniej ma swoje granice. Powyżej pewnego stopnia elastyczności wybór zajmuje za wiele czasu i system przegrywa.

Kiedy dziecko przychodzi na świat, jest fizjologicznie gotowe do mówienia w dowolnym języku na świecie – łącznie z narzeczami z Amazonii opierającymi się na różnego rodzaju klikaniu i innych nietypowych dźwiękach. W wieku 4-5 lat ta fizjologiczna gotowość została „przycięta” do tych języków, które pojawiają się w otoczeniu dziecka. Dlatego Japończycy nie odróżniają „r” od „l”, Polacy z takimi dźwiękami jak niemieckie ö , itp.

I dlatego mówienie, że jako dorośli możemy się uczyć w taki sam sposób jak małe dzieci jest wciskaniem ludziom kitu.

Jednocześnie, jako dorośli jesteśmy się w stanie uczyć w sposób, do którego małe dzieci nie mają dostępu. A to dlatego, że nie posiadają one sprawnego hipokampu, który rozwija się dopiero między 3 a 7 rokiem życia, a który odpowiada m.in. za tworzenie abstrakcyjnych skojarzeń.

Badania nad ekspertami, które prowadził Ericsson i jego współpracownicy pokazały nam wiele bardzo ciekawych informacji. M.in. wskazały na to, że wbrew powszechnym przekonaniom, eksperci w różnych dziedzinach nie wyróżniają się wcale jakąś szczególną pamięcią. We wszelkich dziedzinach poza obszarem swojej ekspertyzy mieli zupełnie normalną zdolność pamiętania faktów. Natomiast w obszarze swojej dziedziny byli w stanie zapamiętać dużo więcej, niż laicy. Jak to możliwe?

Eksperci inaczej kodowali otrzymywane informacje. W praktyce zapamiętywali dokładnie tyle samo co laicy, jedynie porcja informacji, jaką kodowali była zdecydowanie większa. Np. szachiści myśląc o grze w szachy myśleli w kategoriach całej sytuacji na szachownicy i każda taka sytuacja, dopuszczana zasadami, była dla nich jak jeden symbol.

Co więcej, zgodnie z naturą gry, nie musieli nawet zapamiętywać wszystkich sytuacji jedna po drugiej, ponieważ przynajmniej część z nich musiało naturalnie wynikać z wcześniejszych sytuacji w grze. Podobnie, jeśli pijesz piwo z butelki, nie musisz zapamiętywać tego, że wcześniej było ono otwierane – „zasady” codziennego życia mówią, że piwo w sklepie jest zamknięte, więc między zakupem a piciem musiał zajść proces otwarcia piwa.

Eksperci uczą się więc tworząc swój własny, ekspercki „język”, zawierający w jednym „słowie” dużo większą treść niż „język” laika. Ten proces pozwala na dużo skuteczniejsze zapamiętywanie informacji u osób dorosłych, jest on też czymś, do czego małe dzieci nie mają zupełnie dostępu.

Wiedzę tą próbują wykorzystywać autorzy niektórych mnemotechnik (metod mających ułatwić zapamiętywanie informacji), ale nie spotkałem dotąd podejścia mnemotechnicznego, które nie popełniałoby pewnego błędu. Wszystkie mnemotechniki, z którymi się spotkałem, opierały się na stworzeniu jednego wspólnego systemu, mającego ułatwić zapamiętanie dowolnej rzeczy. W efekcie systemy takie rzadko są stosowane do czegokolwiek poza zapamiętywaniem list zakupów i podobnych drobiazgów.

Trudno oczekiwać, żeby było inaczej, ponieważ pamięć ekspercka, jak opisywałem wcześniej, nie działa w ten sposób. Eksperci tworzą „język”, odpowiedni system mnemotechniczny, na potrzeby jednej, konkretnej dziedziny. Dlatego, jeśli szukamy faktycznych metod usprawniających ludzkie funkcjonowanie i pamięć, największe nadzieje niesie właśnie budowa takich selektywnych systemów mnemotechnicznych, skupionych wokół jednego zakresu wiedzy. Wymaga to więcej pracy, ale, z drugiej strony, oferuje też dużo lepszy potencjał finansowy – zamiast sprzedawać jedną metodę dla wszystkich, pojawia się nagle cały szereg nisz czekających na zapełnienie.

Co ważne dla wspomnianych NLPowców – tego rodzaju „języki” stanowią idealny obiekt dla modelowania. To konkretne, praktyczne umiejętności, powstały model łatwo przetestować w praktyce i usprawniać, a obiektów do zmodelowania jest pod dostatkiem, ponieważ wszędzie wokół możemy znaleźć ekspertów w swoich własnych dziedzinach. Nie ma więc potrzeby lecieć na drugi koniec świata, żeby znaleźć tego jednego, wyjątkowego eksperta żyjącego w chatce pustelniczej w Andach – możliwości tworzenia prawdziwych, praktycznych modeli jest nam pod dostatkiem.