Metafory Rozwoju: Hipnoza

 

Ktoś powiedział kiedyś, że zamiast nazywać ludzi „homo sapiens” – „człowiek myślący”, lepszym terminem na nas byłoby „pan narrans” – małpa opowiadająca historie. I coś w tym jest, ponieważ nasz mózg jest zbudowany idealnie pod opowiadanie sobie historii i historyjek. Często o tym zapominamy, traktując nasze historie jako fakty i zapominając o tym, że są to tylko wygodne bajeczki dla mózgu. Jednym z efektów ubocznych tego podejścia jest możliwość zamknięcia jakiegoś tematu w ograniczającej i nietrafnej metaforze, która utrudnia jego dokładniejsze poznanie.

Jak to działa? Weźmy na przykład hipnozę. Zanim jednak rozwiniemy ten temat, jedna uwaga – poniższy artykuł może być dla wielu osób kontrowersyjny. Jeśli przez ileś lat utrzymywaliśmy daną metaforę jako podstawę naszego podejścia do określonego zjawiska, podważenie tej metafory może być dla trudne do przyjęcia. Dlatego tym bardziej zachęcam do spojrzenia na sprawę z perspektywy użyteczności jednej lub drugiej metafory, a nie sporu o rację czy prawdę.

Przynajmniej od czasów Freuda główną metaforą hipnozy była rozmowa z podświadomością. Teoria Freuda zakładała te trzy główne części osoby, id, ego i superego, przy czym w normalnym stanie dostęp mieliśmy tylko do ego, zaś id i superego komunikowały się z nami (czyli z ego) tylko na te różne tajemnicze sposoby – sny, freudowskie przejęzyczenia, itp. – oraz właśnie w transie.

Metafora ta niesie ze sobą kilka długoterminowych skutków:

– zakłada, że mamy w głowie jakiegoś małego człowieczka, homonkulusa, z którym musimy gadać.  W sumie ciekawe czy ten homonkulus miałby w sobie swoje własne ego, id i superego, z którymi rozmawiał… Które z kolei miałyby swoje ego, id i superego… aż do nieskończoności

– skupia naszą uwagę na aspekcie rozmowy – a więc lingwistyki, podtrzymania komunikacji, buduje całą metaforę spotkania i kontaktu, co z kolei przekłada się na konkretną wizje tego, jak ma wyglądać sesja hipnotyczna i jak rozumiemy procesy, które się w jej trakcie dzieją

– ponieważ personifikujemy podświadomość z którą „rozmawiamy”, zaczynamy ją traktować jak innego człowieka – z pragnieniami, skłonnościami, zadaniami. Nie jest to podejście oparte na faktach, a po prostu naturalny proces, pewien rodzaj generalizacji płynącej z tego, że zaczynamy myśleć o podświadomości/ podświadomym umyśle jako o „kimś”.

Tymczasem, to co dzisiaj wiemy na temat działania mózgu w trakcie hipnozy sugeruje raczej, żeby na hipnozę patrzeć jako na proces wywoływania pewnego, odmiennego stanu świadomości u osoby hipnotyzowanej. W tym odmiennym stanie świadomości masz dostęp do zasobów i procesów, które normalnie uciekały Twojej uwadze – a które zachodzą cały czas, automatycznie. Nie są one sterowane przez jakiś jeden, scentralizowany układ, „nieświadomy umysł”, po prostu są tak skonstruowane, by razem skutecznie współdziałały.

Co daje w praktyce ta metafora:

– wyrzuca „obowiązek” stosowania modelu dialogu z podświadomością – wciąż zostawiając go jako użyteczny sposób wprowadzenia osoby w określony, odmienny stan świadomości, ale porzucając ograniczenie hipnozy tylko do tego. Lepiej wyjaśnia to też takie zjawiska jak tzw. błyskawiczne indukcje hipnotyczne, albo wchodzenie w trans w efekcie np. wpatrywania się w spiralę hipnotyczną – po prostu wprowadzają one umysł w odmienne stany.

– umożliwia zupełnie inne podejście do samego transu i do wszelkich zjawisk transowych, wskazując, jak mogą one się opierać nie na nakłonieniu do czegoś podświadomości, a po prostu na dojściu do stanu, w którym pewne procesy łatwo poddają się naszej kontroli. Daje to większą elastyczność w pracy, bo nie ogranicza jej do konieczności uzyskania zgody jakiejś bliżej nieokreślonej podświadomości.

– daje większą elastyczność w samym wywoływaniu transu – tak jak śmiech można wywołać na setki sposób, tak trans można wywołać na setki sposobów, jest to po prostu kolejny stan do uzyskania

– demistyfikuje nieco trans (co może być też szkodliwe np. w kontekście hipnozy scenicznej), odrzucając obraz hipnotyzera – znawcy tajnego języka podświadomości.

Czy ta metafora jest bardziej przydatna niż metafora dialogu? Przynajmniej w niektórych kontekstach tak. W jakich może się przydać Tobie?